Jakie masz plany na przyszłość z chorobą?
Nie podoba mi się to pytanie. Naprawdę nie. „Jakie masz plany na przyszłość?” brzmi tak prosto, wręcz przyjaźnie, ale dla osoby ze schizofrenią jest to nieco prowokujące. Bo jaka przyszłość? Dzisiejsza? Jutrzejsza? A może przyszłość, w której będę musiał ponownie tłumaczyć, że to nie lenistwo, że to nie brak ambicji i że to nie wystarczy, żeby po prostu opanować sytuację?
A jednak… mam plany. Inne niż wcześniej. Skromniejsze. Bardziej elastyczne. Ale realne.
I o tym właśnie chcę porozmawiać.
Jakie masz plany na przyszłość z chorobą?
Po pierwsze, trzeba to powiedzieć: choroba zostanie z nami na zawsze.
Pierwszy plan, najbardziej brutalny, ale i najbardziej wyzwalający, brzmi tak: schizofrenia nie zniknie. Nie dlatego, że się nie staram. Nie dlatego, że nie biorę odpowiednich leków. Żeby było jasne: to nie grypa. To choroba przewlekła.
Był taki czas, kiedy negocjowałem z rzeczywistością.
Jeśli będę wystarczająco zdyscyplinowany, to minie. Jeśli zmienię dietę, to minie. Jeśli w pełni zrozumiem swoją psychikę, wszystko będzie dobrze.
Nie. To tak nie działa.
Zaczęło się, gdy przestałem planować życie bez choroby i zacząłem planować życie z nią. Paradoksalnie, to ulga.
Bo planowanie przyszłości ze schizofrenią nie ma nic wspólnego z heroizmem. Chodzi o realizm bez poddawania się.
Plan numer jeden: stabilność, nie euforia.
Wiesz co? Kiedyś marzyłem o normalności. Teraz marzę o stabilności. To ogromna różnica.
Stabilność oznacza:
- brak ostrych nawrotów
- brak pobytów w szpitalu
- przewidywalną codzienną rutynę
- leki, które działają „wystarczająco dobrze”, nawet jeśli nie są idealne
Brzmi nudno? Może. Ale stabilność to fundament wszystkiego innego.
Jak zaplanować swój rozwój osobisty, relacje i pracę, kiedy myśli rozpadają się jak puzzle bez przewodnika, głosy komentują każdą czynność, a rzeczywistość nagle się rozmywa?
Dlatego mój plan na przyszłość zaczyna się tak prosto: regularne leczenie, wizyty u psychiatry i szczerość wobec siebie. Nie romantyzuj choroby. Nie demonizuj leków. Leki – potężny sojusznik, a nie wróg. Bądźmy szczerzy: leki psychotropowe to nie uciążliwość. Występują skutki uboczne. Jesteś senny. Tyjesz. Jesteś wolniejszy. Wiem to aż za dobrze.
Ale znam też drugą stronę – tę, o której rzadziej się mówi:
- bezsenne noce pełne lęku,
- urojenia, które wydają się bardziej prawdopodobne niż rzeczywistość,
- momenty, w których twój własny umysł staje się wrogiem.
A co z pracą? Tu zaczyna być ciekawie.
Czy mogę normalnie pracować? To pytanie ciągle mnie dręczy. Moja odpowiedź: To zależy. I na tym opiera się mój plan.
Nie planuję kariery na pełen etat w korporacji.
Nie planuję pracować dziesięciu godzin dziennie.
Nie planuję pracować w stresującym, chaotycznym środowisku.
Planuję elastyczne godziny pracy.
Planuję pracę zorientowaną na zadania.
Planuję pracę, która da mi czas na regenerację.
Schizofrenia nie ogranicza produktywności. Ona ją na nowo definiuje.
Czasami potrzebuję dwóch godzin. Czasami czterech. Czasami w ogóle nie pracuję. To też jest w porządku, o ile jest częścią planu.
Planuj energię, nie czas.
Najważniejsza rzecz, której się nauczyłem, może wydawać się błaha, ale ma ogromny wpływ:
Nie planuj czasu – planuj energię.
Bo mogę mieć tylko 8 godzin wolnego.
Jeśli mam objawy negatywne, nic nie mogę zrobić.
Kiedy czuję się przygnębiony, myślenie sprawia mi ból.
Kiedy presja narasta, muszę odpuścić.
Mój plan na przyszłość:
- Bufor na gorsze dni
- Brak kar za spadki wydajności
- Realistyczne cele tygodniowe, a nie tylko dzienne
- To nie brak motywacji. To strategia przetrwania.
Mówienie głośno, gdy robi się trudno…
Nie chcę nikomu udowadniać, że jestem normalny. Mój plan jest inny: chcę czuć się bezpiecznie emocjonalnie.
Zbuduję życie, które mnie nie zniszczy.
Małe cele, duży wpływ.
Przyszłość bez złudzeń, ale z nadzieją.
Czy boję się przyszłości? Oczywiście. Są dni, kiedy myśl o najbliższych latach mnie przytłacza.
Ale wiecie co? Nadzieja ze schizofrenią nie jest taka jak w filmach. Nie jest spektakularna. Jest cicha.
To nadzieja, że:
- jutro będzie względnie spokojnie,
- objawy są pod kontrolą,
- i że życie z chorobą ma sens.
To mój plan. Nie idealny. Nie ma się czym chwalić na Instagramie. Ale mój.
Jeśli czytasz to jako osoba zdrowa…
…tylko jedno: schizofrenia nie jest wyrokiem na beznadziejną przyszłość. To wyrok nakazujący planowanie inaczej.
A jeśli czytasz to, ponieważ sam jesteś chory i zmagasz się z chorobą, być może już wiesz, że przyszłość nie musi być różowa. Musi po prostu być Twoja.
I czasami to wystarczy.
