Jaką lekcję wynosisz z choroby?

Jaką lekcję wynosisz z choroby?

Jaką lekcję wynosisz z choroby? Zapytano mnie, czego nauczyła mnie moja choroba? Słyszałam to pytanie już wiele razy. 

Odrobiny szczerej ciekawości, potrzeby zrozumienia czegoś, co nie miało sensu, i – bądźmy szczerzy – ulgi, że może jednak nie będzie tak źle, jeśli czegoś się z tego nauczę.

Ale skoro pytasz – tak, istnieją lekcje. Tylko nie takie, jakie znajdziesz w książkach motywacyjnych na półce z poradnikami. Diagnoza nie przychodzi w eleganckim opakowaniu z karteczką z napisem, byś cieszył się chwilą. Przychodzi jak złodziej, grzebie w szufladach Twojej percepcji, a potem znika – zostawiając za sobą bałagan, którego posprzątanie zajmuje lata.

Jaką lekcję wynosisz z choroby? Co się zepsuło? 

Nie było żadnego „błysku” godnego filmu. Żadnego nagłego olśnienia, żadnych dramatycznych epizodów. Tylko drobiazgi. Żadnych szeptów o znaczeniu. Drobne zmiany.

Na początku miałam wrażenie, że świat przemawia do mnie fragmentarycznie. Reklamy autobusowe puszczały do ​​mnie oko. Piesi – jakby posiadali wiedzę, którą ja wkrótce posiądę. Abstrakcja? Tak.

Schizofrenia zazwyczaj nie zaczyna się od głośnego krzyku. Zaczyna się od szeptu.

A oto pierwsza lekcja, choć wtedy o tym nie wiedziałam: Rzeczywistość nie jest tak stabilna, jak nam się wydaje. Szeptane słowa, niezrozumiałe. Oczywiście, czasami słychać krzyki, ale przeważnie to tylko szepty. 

Zdrowi ludzie postrzegają rzeczywistość jak betonową ścieżkę. Trudną. Bezpieczną. Wspólną dla wszystkich.

Schizofrenia pokazuje, że jest ona bardziej jak ruchomy chodnik na lotnisku. Większość ludzi porusza się w tym samym kierunku i w tym samym tempie. Ale kiedy coś się psuje – jedni przyspieszają, inni zatrzymują się, a jeszcze inni zawracają.

Ta lekcja była dla mnie brutalna. To, co widzę, słyszę i czuję, niekoniecznie jest prawdą. I uwaga, to nie znaczy, że jest „wyobrażone”. Dla osoby w psychozie to doświadczenie jest absolutnie realne. Emocjonalne, sensoryczne, fizyczne.

Problem zaczyna się, gdy próbujesz podejmować decyzje w oparciu o tę „rzeczywistość”.

Dlatego wyrobiłem sobie nawyk, który brzmi trywialnie, ale ratuje mi życie. Sprawdzam rzeczy. Pytam innych. Patrzę na swoje notatki. Czasami na zegarek. Czasami w Google.

To nie pewność siebie, ale dojrzałość poznawcza – i tak, jest różnica.

W psychologii nazywa się to decentralizacją poznawczą – umiejętnością obserwowania myśli bez utożsamiania się z nimi. Ładne określenie. W praktyce? Ciężka praca.

Bo w schizofrenii myśli nie przychodzą cicho. Nie pukają. Pojawiają się jak obcy przedmiot.

Wiesz o tym.

Wszystko ma ukryte znaczenie.

Te myśli nie są metaforyczne, lecz dosłowne. Są przekonujące. Są wewnętrznie spójne i logiczne.

Czego się nauczyłem? Intensywność myśli nie czyni jej prawdziwą.

I nie jest to pomocne tylko w przypadku choroby – jest pomocne dla każdego, kto kiedykolwiek uwierzył swojemu wewnętrznemu krytykowi, uwierzył w apokaliptyczny scenariusz lub zinternalizował narrację „nie jesteś wystarczająco dobry”.

Schizofrenia po prostu włącza radio.

Samotność nie oznacza, że ​​nie ma wokół ciebie ludzi.

Czasy, kiedy siedziałem sam w pokoju, nie sprawiały, że czułem się najbardziej samotny. Czułem się znacznie bardziej samotny w towarzystwie ludzi, którzy mówili: „Weź się w garść”, „Tylko sobie to wyobrażasz”, „Każdy czasami miewa takie myśli”.

Schizofrenia sprawia, że ​​jesteś bardzo wybredny w doborze osób. Ci, którzy zostają, to ci, którzy potrafią powiedzieć: „Nie rozumiem, ale myślę, że masz problem”. Bez rad i osądzania. Bez prób rozwiązania twoich problemów.

To prowadzi do kolejnej lekcji: jakość relacji jest ważniejsza niż ich ilość. Brzmi to jak instagramowy banał, ale uwierz mi – kiedy twoje postrzeganie się wali, nie potrzebujesz stu przyjaciół. Potrzebujesz jednej osoby, która nie wpada w panikę, gdy mówisz jej, co naprawdę dzieje się w twojej głowie.

Przez długi czas tłumiłam swoje objawy. Myślałam, że mogę z nimi walczyć. Udowodnić sobie, że mogę sobie bez nich poradzić. To nie działa. Natomiast struktura działa. Regularny harmonogram snu i jednoczesne przyjmowanie leków.

Schizofrenia mnie upokorzyła. Biologia mnie upokorzyła. Nie chodzi o silną wolę i siłę charakteru. Chodzi o neurochemię, połączenia neuronalne, dopaminę, glutaminian – zespół, który jest w stanie nierównowagi.

To się liczy: zmiana odpowiedzialności. Nie chodzi o „zarządzanie” sobą. Ale o wykorzystanie wszystkich dostępnych zasobów.

Słowa mają moc.

Język schizofrenii to nonsens. „Schizofrenik”. „Szaleniec”. „Niebezpieczny”.

Po tych wszystkich latach wiem jedno: język kształtuje nie tylko postawy społeczne, ale także autostygmatyzację. To, jak mówisz o chorobie, wpływa na to, jak ją przeżywasz. Dla mnie przełomem było oderwanie się od diagnozy. Nie jestem schizofrenikiem. Mam schizofrenię. To subtelna różnica, ale daje o sobie znać w moim umyśle.

Co więcej, słowa lekarzy, terapeutów i członków rodziny pozostają z nami. Czasami latami. Dlatego tak ważne jest, aby być uważnym w komunikacji.

Leki i terapia.

Bądźmy szczerzy: leki psychotropowe są brutalne. Skutki uboczne. Przyrost masy ciała. Zmęczenie. Otępienie emocjonalne.

Ale wiecie co? Psychoza też jest brutalna.

Lekcja, której się nauczyłem, nie jest olśniewająca, ale prawdziwa: leki nie uniemożliwiają autentyczności. To narzędzie, które pozwala nawiązać prawdziwy kontakt z samym sobą. Terapia? Nie jakaś magiczna rozmowa. Przede wszystkim żmudny proces uczenia się symboli, pracy z urojeniami i radzenia sobie ze stresem. Terapia poznawczo-behawioralna, psychoedukacja, może odrobina terapii schematów.

Czy schizofrenia czegoś cię uczy? Tak.

Nie w sensie nagrody; uczy Cię stawiania granic. Uczysz się słuchać sygnałów swojego ciała. Uczy empatii, ponieważ gdy jesteś zdruzgotany, kryzysy innych ludzi wyglądają inaczej.

Ujawnia również bardzo niewygodną prawdę: Nie wszystko w życiu da się zoptymalizować.

Jeśli nie czujesz się źle, uświadom sobie, że schizofrenia nie jest rozdwojoną osobowością, agresją ani brakiem inteligencji. Jeśli czujesz się źle, uświadom sobie, że Twoje doświadczenie ma znaczenie, nawet jeśli nie pasuje do żadnej narracji motywacyjnej. A ty prosisz o lekcję? Oto ona: Życie nie polega na kontrolowaniu rzeczywistości. Chodzi o nawiązanie z nią kontaktu. Nawet – a może szczególnie – gdy jest krucha.

Nie żyję pomimo mojej choroby. Żyję z nią. To najszczersza odpowiedź, jaką mogę dać.

Jaką lekcję wynosisz z choroby? Co sprawia, że chcesz ją poznać głębiej i się rozwijać?

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Scroll to top