To pytanie wraca u mnie w domu jak bumerang. Może to jednak neurologiczne? Może jest jakiś jeden powód, który da się naprawić? A co, jeśli mózg jest już trwale uszkodzony?Znam ten lęk. Znam też tę potrzebę, żeby znaleźć winnego, albo chociaż prostą odpowiedź.
Ja żyję ze schizofrenią i powiem wprost: objawy są realne. Nie są fanaberią. Nie są wymyślone. Da się z tym pracować, a leczenie ma sens, nawet jeśli bywa trudne.
W tym tekście rozdzielę dwie rzeczy, neurologię i psychiatrię. Bez oceniania. Bez słów, które nic nie wnoszą. Chcę, żeby Twoja rodzina wiedziała, gdzie i po co szukać pomocy.
Neurologiczna czy psychiczna, co tak naprawdę znaczą te słowa?
Zacznijmy od podstaw, bo tu jest największy chaos. Mózg jest jeden. Układ nerwowy też. A jednak medycyna dzieli problemy na neurologiczne i psychiczne. To nie jest widzimisię, tylko praktyczny podział pracy.
Neurolog zwykle szuka konkretnego uszkodzenia lub zaburzenia w układzie nerwowym, takiego, które daje się uchwycić w badaniach i objawach ruchowych albo czuciowych. Psychiatra zajmuje się tym, co dzieje się z myśleniem, nastrojem i postrzeganiem. To nadal jest mózg, tylko inna warstwa działania.
Żeby to uporządkować, patrzę na to jak na dwa rodzaje awarii w tym samym domu. Neurolog częściej zajmuje się instalacją, która przestaje przewodzić (na przykład po udarze). Psychiatra częściej zajmuje się tym, że sterowanie i interpretacja sygnałów zaczynają wariować (na przykład w psychozie). Dom jest ten sam, problem jest inny.
Poniżej masz proste porównanie, takie do powieszenia na lodówce, gdy w rodzinie rośnie napięcie:
| Obszar | Najczęściej o co chodzi w praktyce |
|---|---|
| Neurologia | Udar, padaczka, stwardnienie rozsiane, urazy, problemy z ruchem i czuciem. |
| Psychiatria | Psychoza, urojenia, omamy, ciężkie zaburzenia nastroju, dezorganizacja myślenia. |
I teraz ważne: psychiczne nie znaczy to tylko w głowie. To zdanie robi krzywdę. Objawy schizofrenii potrafią rozwalić dzień, relacje i sen tak samo, jak napad padaczkowy potrafi rozwalić ciało.
Jeśli ktoś cierpi, to problem jest prawdziwy. Koniec dyskusji.
Czym zwykle zajmuje się neurolog, a czym psychiatra?
W codziennym życiu różnica bywa bardzo konkretna.
Neurolog częściej zobaczy pacjenta, gdy pojawia się drżenie, niedowład, porażenie, zaburzenia czucia, nagłe omdlenia, drgawki. To są rzeczy, które aż krzyczą: sprawdź układ nerwowy.
Psychiatra częściej prowadzi kogoś takiego jak ja, bo moje objawy dotyczą głównie tego, jak odbieram rzeczywistość i jak układają mi się myśli. U mnie problemem bywa podejrzliwość, głosy, chaos w głowie, czasem poczucie, że wszystko ma ukryty sens. Z boku to wygląda jak dziwne zachowanie. Od środka to jest jak radio, które łapie kilka stacji naraz.
Dlatego najczęściej to psychiatra trzyma ster. A neurolog? Czasem też jest potrzebny, ale zwykle po to, by coś wykluczyć.
Dlaczego to rozróżnienie ma znaczenie dla rodziny w praktyce?
Rodzina chce działać szybko. I dobrze. Tylko trzeba wiedzieć, kiedy dzwonić gdzie.
Gdy jest nagła utrata przytomności, drgawki, silny ból głowy po urazie, niedowład, bełkotliwa mowa jak po udarze, wtedy liczy się pilna pomoc medyczna i często ścieżka neurologiczna.
Gdy rosną objawy psychotyczne, ja nie śpię kilka nocy, nakręcam się, boję się ludzi, mówię nieskładnie, uciekam myślami, wtedy zwykle potrzebuję pilnego kontaktu z psychiatrą (albo izbą przyjęć psychiatryczną, jeśli jest naprawdę źle).
Co wiemy o mózgu w schizofrenii i dlaczego to wciąż nie robi z niej typowej choroby neurologicznej?
Tu dochodzimy do sedna pytania: czy schizofrenia to choroba neurologiczna? W klasycznym sensie, najczęściej nie. To jest choroba psychiczna leczona w psychiatrii. Jednocześnie ma biologiczne podstawy w pracy mózgu. I to nie są sprzeczności.
Badania pokazują, że w schizofrenii mogą występować różnice w funkcjonowaniu mózgu (na poziomie chemii i połączeń). Tyle że zwykle nie ma jednego, stałego „uszkodzenia”, które tłumaczy wszystko, jak często bywa w wielu chorobach neurologicznych. Schizofrenia to bardziej problem regulacji i współpracy systemów niż jedna spalona „część”.
W praktyce pomaga mi myśleć o tym tak: neurologia częściej szuka „tu jest uszkodzony kabel”. Psychiatria częściej mówi: „tu sygnały się rozjeżdżają, a mózg źle je składa”. Różnice neurologia a psychiatria nie są o tym, czy coś jest prawdziwe. Są o tym, jak to się diagnozuje i leczy.
I jeszcze jedno, bo to wraca w rodzinach: przyczyny schizofrenii nie są jedną decyzją, jednym błędem, jednym „złym wychowaniem”. To temat wieloczynnikowy. Biologia, podatność, stres, środowisko, używki. Mieszanka. Nikt nie powinien szukać winnego.
Biologia schizofrenii w prostych słowach, neuroprzekaźniki, sieci mózgowe i stres.
Da się to ująć prosto, w trzech punktach:
- Neuroprzekaźniki: badania wskazują na rolę układów dopaminowego i glutaminowego. W skrócie, mózg może zbyt mocno „podkręcać” znaczenie bodźców.
- Sieci mózgowe: czasem wygląda to jak zakłócenia w łączności między obszarami mózgu. Jakby zespół przestał grać w jednym tempie.
- Stres, sen, używki: u mnie brak snu potrafi odpalić spiralę. Alkohol i narkotyki też potrafią dolać benzyny. Stres robi swoje, zwłaszcza przewlekły.
To się zmienia w czasie. Dlatego leczenie i rutyna robią różnicę. Dzień po dniu.
Dlaczego nie ma jednego badania, które wykazuje schizofrenię?
Wiem, że rodzina marzy o prostym teście. Krew, wynik, koniec niepewności. Tylko że diagnoza schizofrenii opiera się głównie na wywiadzie i obserwacji objawów w czasie. Liczy się obraz całości, a nie jeden pomiar.
Czasem lekarz zleca rezonans, tomografię albo EEG. Po co? Żeby wykluczyć inne przyczyny podobnych objawów, na przykład guz, padaczkę, stan zapalny, skutki urazu. To jest mądre i bezpieczne.
Brak jednego testu nie znaczy, że choroba jest udawana. To znaczy, że mózg jest skomplikowany, a medycyna trzyma się tego, co działa.
Jak ta wiedza pomaga mi i mojej rodzinie, leczenie, wsparcie i sygnały ostrzegawcze.
Dobra, teoria teorią. Rodzina chce wiedzieć: co robić jutro rano? I co robić, gdy zaczyna się kryzys? Tu wchodzą trzy filary: leczenie, wsparcie i szybka reakcja.
Ja trzymam się współpracy z psychiatrą, bo to jest mój główny lekarz prowadzący. Do tego czasem przydaje się konsultacja neurologiczna, jeśli pojawiają się nietypowe objawy albo trzeba coś wykluczyć. Nie walczę o „właściwą etykietę”. Walczę o stabilność.
Co realnie składa się na leczenie, leki, terapia i codzienna rutyna
Leczenie to nie jedna tabletka i po sprawie. To schemat.
Leki przeciwpsychotyczne mają cel: zmniejszyć omamy i urojenia, uspokoić gonitwę myśli, pomóc wrócić do kontaktu z rzeczywistością. Kluczowa jest regularność. Kontrole też, bo dawki i preparaty dobiera się do człowieka, nie do teorii.
Działania uboczne trzeba zgłaszać. Odstawianie na własną rękę często kończy się źle, bo nawrót potrafi przyjść szybko.
Ruch, stałe pory snu i unikanie alkoholu i narkotyków potrafią realnie zmniejszyć ryzyko pogorszenia. To nie brzmi spektakularnie, ale działa.
Sygnały, że potrzebuję pomocy szybciej i jak rodzina może reagować spokojnie?
U mnie sygnały ostrzegawcze są dość powtarzalne. Warto je spisać, serio, na kartce:
- kilka nocy bez snu albo sen poszarpany,
- narastająca podejrzliwość, że wszyscy coś knują,
- wycofanie, unikanie rozmów, zamykanie się,
- chaos w mowie, skakanie po wątkach
- zaniedbywanie higieny i jedzenia,
- słyszenie głosów albo dziwne znaki wszędzie,
- myśli o zrobieniu sobie krzywdy.
Co wtedy pomaga rodzinie? Po pierwsze kontakt z lekarzem. Po drugie ograniczenie bodźców (ciszej, mniej ludzi, mniej pytań naraz). Po trzecie nie kłócić się z urojeniami. Lepiej powiedzieć: „Widzę, że się boisz, pomogę ci”. I zadbać o bezpieczeństwo.
Gdy jest ryzyko przemocy, samouszkodzenia, albo ja tracę kontrolę, dzwońcie na 112. Rodzina nie musi być terapeutą. Ma być drużyną, która umie wezwać wsparcie.
Schizofrenia jest chorobą psychiczną leczoną w psychiatrii, ale ma biologiczne podstawy w działaniu mózgu. To rozróżnienie porządkuje działania, bo w nagłych objawach neurologicznych liczy się pilna pomoc medyczna, a przy pogorszeniu psychozy szybki kontakt z psychiatrą. Najważniejsze dla rodzin są trzy rzeczy: to nie jest niczyja wina, leczenie i rutyna mają sens, a szybka reakcja na sygnały ostrzegawcze daje najlepsze efekty.
U mnie najbardziej działa spokój, przewidywalność i kontakt z ludźmi, którzy mnie nie zawstydzają. Tego życzę każdej rodzinie, krok po kroku.
